środa, 28 listopada 2012

Trzy dni zagłady


 To tak z okazji zbliżającego się końca świata. Buahahahhhaaa!!!
****
 Ta gwiaździsta, wiosenna noc była ciepła i pachnąca mokrą trawą. Pełna tarcza Księżyca przebijała się przez korony drzew, oświetlając mchy i monolity, tworząc pajęczynę z cieni. Krąg dębów i klonów otaczał ognisko, wokół którego zebrało się  grono wszelkich nacji i ras – ludzi, krasnoludów, elfów, niziołków… Nawet leśne wróżki zleciały się z różnych zakątków Puszczy Klimis’Miniom  aby posłuchać przepowiedni Wajdeloty z Cellnout. 
 Krąg Drzew na Rozdrożach  był częstym miejscem spotkań i wspólnego odpoczynku wędrowców z różnych stron. Rozdroża bowiem rozwidlały się na wszystkie strony świata, prowadziły do wielu ważnych miast i portów. Wspólne postoje i noclegi były czasem w którym przekazywano sobie informacje i wiadomości z podróży, handlowano, a niekiedy zawierało trwałe znajomości.  Wówczas można było też snuć opowieści, przekazywać legendy, filozofować. Albo przepowiadać przyszłość. Po świecie krążyło wielu profetów i wieszczek, mediów i czarodziejów. Chętnie słuchano ich szalonych proroctw. Nawet tych najmroczniejszych... bo większość z nich była niedorzeczna i bzdurna.
Wajdelota z Cellnout – kościsty, brodaty starzec z haczykowatym nosem i łysym plackiem na głowie stał na zrębie pozostałym po stuletnim drzewie. Obok owego pniaka rozpalono ognisko dymiące przyjemnym, drzewnym zapachem. Jedni wędrowcy usadowili się wokół ogniska, inni usiedli na drzewach. Rozkulbaczone konie drzemały nieopodal ze spuszczonymi łbami. Pomiędzy członkami tego grona nie było uprzedzeń. Wszyscy byli równi, chociaż odmienni. Wysoki, szczupły i urodziwy elf siedział obok krępego, niskiego i pomarszczonego krasnoluda, barczysty mężczyzna – przedstawiciel ludzkiej rasy, usadowił się obok drobnego niziołka o poczciwej twarzy. Nie było różnicy, czy ktoś żył lat tysiąc czy osiemdziesiąt, czy miał uszy okrągłe czy też szpiczaste – nic nie grało roli. Jednak nie zawsze tak było.
Wajdelota tymczasem mówił.
- …Wszędzie zda się wyczuć obecność bogów, sił nieczystych i upiorów na nasze szczęście łasych!  Zaprawdę powiadam wam jako, że potwory wszelakiej maści istnieją naprawdę! Peryci skrzydlaci, katoblepasy żarłoczne, gulony plugawe, w żelazne zęby zbrojne, bazyliszki okrutne, mantychory wielkie, o paszczęce z trzema zębów rzędami, harpie uwodne, karkadammy o rogach od miecza ostrzejszych, shaubahvary i łogry obrzydliwe! Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, że niedobitkowie ras i bestii dawnych…
- Mamy dość rozważań o duchach i potworach opowiadających! – ktoś przerwał natchniony monolog Wajdeloty traktujący o wpływie działalności istot spirytystycznych i wierze w legendarne, choć… jednak istniejące potwory na egzystencję mieszkańców ziemskiego padołu.
- Proroku czcigodny, powiedz nam lepiej, jak potoczą się losy tego świata!
- Zbliża się, zbożni zebrani, Dzień Ostateczny! – zaczął znowu starzec gromowym, płomiennym głosem, ale zupełnie takim tonem, jakby mu w ogóle nie przerwano i zmienił temat sam z siebie, bez próśb – Zbliża się czas kiedy wylecą z mroku zaświatów Dzikie Zastępy, bandy oszalałych jeźdźców, psów zajadłych!  Teraz czarownice na sabatach się spotykają, gdzie pozwalają sobie na zachowania sprośne a zbereźne, ucztują i diabła czczą. A zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że konszachty z diabłem, do zagłady prowadzą! A kiedy nad światem diabły i źli Bogowie Podziemia zapanują, ziemia w ogniu stanie, powietrze morowe nad domami unosić się zacznie. Wtedy to ludzie i inne rasy rozumne wszelakie zoczą, że bliski jest koniec!  Bliski jest tedy Dzień Końca  Świata – dzień gniewu, dzień ucisku i utrapienia, dzień ruiny i spustoszenia, dzień ciemności i mroku, dzień chmury i burzy! Krew na mieczach schnąć przestanie! Każdy, zaprawdę każdy będzie wtedy przegranym, płakać pocznie czerwonymi łzami z krwawych oczodołów! Mord i pożoga! Wszystkie oceany, morza i rzeki w krew a ogień się przemienią, na całej ziemi wielki głód się zadzieje. Wszędzie zło i zbrodnia, cięgiem krwi przelew! Już teraz, jako tu trwamy, wokół ognia zebrani, dzieje się Wiek Zdrady, Gwałtu i Przemocy, Wiek Nieustannej Wojny!
- A po czym, proroku zoczyć można, że to już koniec świata? Chyba nie bez sygnału rzecz się stanie? Bez ostrzeżenia? Bez larum? – przerwał siedzący wygodnie na konarze drzewa jasnowłosy elf.
- Dobre pytanie szacowny pan elf zadał – kiwnął głową niziołek siedzący wśród grupy słuchaczy – I ja dumam nad tym. A wy, proroku, co dumacie? Będzie ostrzeżenie jakie, czy nie będzie?
Wajdelota z Cellnout nadymał się i począł grzmieć dalej, mocno już zachrypniętym ale donośnym głosem:
- Powiadam wam, czcigodni, straszny wiek nam nastał! Podle woli rozjątrzonych bogów, Elfowie na stosach płonąc będą, Gnomowie i Krasnoludowie na pożarcie zwierzętom dzikim rzuceni zostaną, Ludzie zaś zgładzą się nawzajem! Bestie, zdziczałe z głodu, przekroczą rzeki, narody powleczą  przywódców swych w klatkach z gorącego żelaza i do mórz ognistych wrzucą!
- Ktoś tu się chyba nawdychał Wroniego Dymu… - zadrwił pod wąsem pewien krasnolud, a siedząca obok niego korpulentna kobieta potwierdziła to skinieniem głowy i kwaśnym uśmiechem.
 - Lecz zaprawdę powiadam wam – grzmiał Wajdelota -  Wypatrujcie znaków na niebie i ziemi! Wypatrujcie dzikich zastępów na niebie! Na niebie z rozżarzonymi, umierającymi gwiazdami! Oto nastaną Trzy Dni Nadejścia.
 I dnia pierwszego Elfowie poczną śpiewać swą Ostatnią Pieśń. Krasnoludowie w bębny bić będą, pomni na tradycje swych przodków. Wróżkowie Taniec Snu zatańczą. Ludzie modły wznosić będą do bogów wszelakich, każdy do tego w którego najbardziej wierzy. I zajdzie nad światem słońce, a ptacy głosy stracą! I będzie dzień pierwszy Dniem Mroku i Ciszy.
 Azalisz dnia drugiego wylecą z nieba dwie kule od słońca ognistsze i walki toczyć krwawe a płomienne między sobą zaczną! Iskry na wysuszone lasy opadną i pochłonie je ogień, a bestie leśne wybiegną z onych i oszalałe, ludy atakować poczną! I będzie to Dzień Ognia i Wilczego Zęba.
 Trzeci dzień będzie jeno dniem w którym woda wszelka i jadło wszelkie jadem zasiąknie, niezdatne do spożycia się stając. I głód a pragnienie zapanuje nad ludem i zwierzem. I będzie to Dzień Wężowego Chleba.
Naraz po tych trzech dniach nastanie Dzień Końca Świata! Tedy widma umarłych powrócą na pola bitew i boje toczyć będą, aż do wielkiego i ostatecznego końca! Trytoni a Syreni z Podwodnych Krain wyjdą na krwawe brzegi, poczną mordować, kobietom gwałty zadawać, dzieci porywać i pożerać! I spełnią się zapowiedzi Wajdeloty z Cellnout! Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, są znaki na niebie i ziemi! Wypatrujcie symboli! Wypatrujcie białych Ptaków Śmierci na wieżach ratuszowych i Zastępu Dzikiego pod nocnym niebem! Dzień ów straszliwy, gniewem bogów i diabłów przesiąknięty, nastanie rychło!
 Prorok zakończył, choć wydawałoby się, że nie skończy nigdy. Kaszlnął chrapliwie, usiadł na pieńku, pociągnął nosem. I zasnął. Zasnął opierając podbródek na piersi. Zmęczyło go owe gorliwe przemówienie. Wędrowcy zaś siedzieli nadal wokół ogniska, w zgodzie, w pokoju. Gwiazdy nad Rozdrożami migotały przyjaźnie, jakby roztaczając nad nimi opiekę. Wróżki wracały do swych dziupli, zostawiając za sobą świetliste, kolorowe smugi. Niektórzy podróżni układali się już do snu, inni zaczęli mruczeć senne pieśni. W wielu językach.  I żaden, absolutnie żaden z nich nie wierzył w proroctwo Wajdeloty. 

1 komentarz:

  1. ano, zaprawdę Ci powiem, ja jeno uwierzyłam w te zacne a piękne proroctwo. RRRR czcigodna, tyś najprawdziwsza światła artystka, ten język takiż archaiczno-patetyczny... Twa 'pogromczyni byków', toreadorka chciałoby się rzec, żadnej takiej kreatury nie namierzyła, toteż należą się rzęsiste oklaski.

    OdpowiedzUsuń